Siedzę z kawą i czytam kolejną historię o kolejnym skandalu dopingowym. Znów ktoś oddaje medal. Znów ktoś płacze przed kamerami. Ale czasem w tym morzu łez i żalu trafiasz na facetów, którzy po prostu wzruszyli ramionami i poszli dalej. Oni rozumieli coś, czego nie rozumie większość z nas.
Medal w rzece jak kamień
Muhammad Ali już jako osiemnastolatek wiedział, co to znaczy być mistrzem. W 1960 roku w Rzymie zdobył złoto w kategorii półciężkiej. Wrócił do Louisville w Kentucky dumny jak paw. Przez 48 godzin nie zdjął medalu z szyi. Spał w nim. Budził się w nim. Medal wbijał mu się w plecy, ale nie przeszkadzało mu to.
Kilka tygodni później Ali poszedł do knajpy w swoim rodzinnym mieście. Nosił medal na piersi. Myślał, że olimpijski mistrz może usiąść wszędzie. Poszedł do knajpy, gdzie czarni nie mogli jeść. Usiadł z medalem na piersi. Poprosił o posiłek. Olimpijski mistrz z błyszczącym złotem. Odpowiedzieli mu, że nie obsługują tutaj czarnych. Ali odparł, że nie przeszkadza mu to, bo i tak ich nie je. Ale wyrzucili go na ulicę.
Poszedł nad rzekę Ohio i wyrzucił medal w wodę. Olimpijski mistrz wyrzucił złoto jak śmieci.
Później napisał w autobiografii: „Wróciłem do Louisville po igrzyskach ze swoim błyszczącym złotym medalem. Poszedłem do baru, gdzie czarni nie mogli jeść. Myślałem, że ich zaskoczę. Usiadłem i poprosiłem o posiłek. Olimpijski mistrz w swoim złotym medalu. Powiedzieli mi: ‘Nie obsługujemy tutaj czarnych’. Odpowiedziałem: ‘W porządku, i tak ich nie jem’. Ale wyrzucili mnie na ulicę. Więc poszedłem nad rzekę Ohio i wrzuciłem medal do wody”. To nie była emocjonalna decyzja. To była lekcja życia. Medal nie otwierał drzwi. Medal nie dawał szacunku. Medal to tylko kawałek metalu.
Ali dostał nowy medal 36 lat później podczas igrzysk w Atlancie w 1996. Juan Antonio Samaranch wręczył mu go osobiście. Ali już wtedy chorował na Parkinsona. Trzęsły mu się ręce. Ale kiedy dostał ten nowy medal, uśmiechnął się jak dziecko.
Zbyt ciężko jak na brąz
Barcelona 1992. Ibragim Samadov reprezentuje Zespół Zjednoczony, resztki dawnego Związku Radzieckiego. Jest mistrzem świata w podnoszeniu ciężarów. Faworyt kategorii półciężkiej. W finale podnosi równo tyle samo co dwóch innych zawodników – 370 kilogramów.
Sędziowie muszą zdecydować. Patrzą na wagę. Samadov waży 50 gramów więcej od rywali. To 50 gramów – mniej niż porcja makaronu, którą możesz sobie ugotować na lunch. Te 50 gramów kosztuje go złoto.
Dostaje brąz. Na ceremonii medalowej odmawia pochylenia głowy. Gdy ktoś próbuje mu zawiesić medal, Samadov chwyta go i rzuca na podłogę. Drugi raz. Trzeci raz.
Pyrros Dimas, grecki złoty medalista, skomentował: „Nie wiem, dlaczego to zrobił. Ale myślę, że takie incydenty zabijają ducha igrzysk olimpijskich”.
Samadov dostał dożywotni zakaz startów. Podobało mu się to. Nigdy więcej nie startował w igrzyskach. Po co? Medal to kawałek metalu, a nie miara wartości człowieka.
Zapaśnik, który się po prostu poddał
Ara Abrahamian miał już 35 lat, gdy pojechał na igrzyska do Pekinu w 2008. Zapaśnik urodzony w Armenii, reprezentujący Szwecję. Mistrz świata z 2001 i 2002. Srebrny medalista z Aten 2004. Wiedział, że to ostatnia szansa.
W półfinale kategorii 84 kg stylu grecko-rzymskiego przegrał z Włochem Andreą Minguzzim. Abrahamian został nieprawidłowo ukarany przez sędziów, co zadecydowało o jego porażce. Prosił o powtórkę. Odmówiono. Prosił o apelację. Także odmówiono.
W meczu o brąz wygrał. Stanął na podium. Uścisnął ręce. Pozwolił zawiesić sobie medal na szyi. A potem go zdjął, położył na macie i wyszedł. Bez słowa.
Abrahamian powiedział później: „Nie obchodzi mnie ten medal. Chciałem złoto. To będzie mój ostatni mecz. Chciałem zdobyć złoto, więc uważam te igrzyska za porażkę”.
MKOl odebrał mu medal. Dał mu dożywotni zakaz. W 2009 zakaz cofnięto, ale Abrahamian już skończył z zapaśnictwem. Po co wracać? Medal to nie cel. Medal to tylko symbol drogi.
Gdy medal stracił w cyrku
Alberto Braglia to jeden z najlepszych gimnastyków wszech czasów. Włoch, który w 1908 zdobył złoto olimpijskie wieloboju. Problem w tym, że po igrzyskach potrzebował pieniędzy. Poszedł do cyrku.
Występował jako „Ludzka Torpeda”. Latał przez powietrze, robił niemożliwe. Łamał żebra, łamał bark. Ale zarabiał na życie. Zachwycał publiczność w całej Europie swoimi sztukami śmiertelnika.
Włoska federacja gimnastyczna odebrała mu status amatora. A bez tego nie mógł startować w igrzyskach. Braglia wzruszył ramionami. Cyrk płacił lepiej niż medale. W 1912 federacja się rozmyśliła. Przywróciła mu status amatora. Pojechał do Sztokholmu i zdobył dwa kolejne złote medale.
Po igrzyskach wrócił do cyrku. Miał długą i udaną karierę. Medal był tylko przerwą w prawdziwej pracy.
Jim Thorpe i 35 dolarów tygodniowo
1912, Sztokholm. Jim Thorpe dominuje w dziesięcioboju i pięcioboju. Król Gustav V mówi mu: „Panie, jest pan teraz najlepszym sportowcem na świecie”. Thorpe wraca do Ameryki jako bohater.
Siedem miesięcy później gazeta pisze, że Thorpe grał w baseball za pieniądze. 35 dolarów tygodniowo w 1909 i 1910 roku. 35 dolarów tygodniowo w półamatorskiej lidze Eastern Carolina Association. Inni koledzy grali pod pseudonimami. Thorpe grał pod własnym nazwiskiem.
James Sullivan z Amerykańskiej Unii Lekkoatletycznej nie czeka na śledztwo. Mówi dziennikarzom: „Jeśli Thorpe zostanie uznany winnym, trofea będą musiały zostać zwrócone, a jego rekordy wymazane z ksiąg”.
Thorpe pisze list. Przeprasza. „Nie znałem się na sprawach tego świata i nie zdawałem sobie sprawy, że to jest złe i że sprawi, że stanę się profesjonalistą w sportach lekkoatletycznych, chociaż dowiedziałem się od innych graczy, że lepiej będzie dla mnie, jeśli nikt się nie dowie, że gram i z tego powodu nigdy nikomu w szkole o tym nie mówiłem aż do dzisiaj”.
Dodaje na końcu: „Mam nadzieję, że zostanę usprawiedliwiony z powodu faktu, że byłem po prostu indiańskim uczniem i nie wiedziałem o takich rzeczach”.
Sullivan odbiera mu medale. Thorpe nie protestuje. Wie, że to tylko metal. Jego talent został. Jego rekord został. Historia go pamięta jako najlepszego sportowca tamtych czasów. Medal dostał z powrotem w 1982, 29 lat po śmierci. W 2022 MKOl uznał go za jedynego zwycięzcę dziesięcioboju i pięcioboju z 1912 roku.
Filozofia medalowego luzu
Są zawodnicy, którzy całe życie poświęcają dla medalu. Są też tacy, którzy rozumieją, że medal to tylko symbol. Droga jest ważniejsza niż cel.
Michelle Kwan, amerykańska łyżwiarka figurowa, mówiła: „Nie straciłam złota. Wygrałam srebro”. To nie było pocieszenie. To była filozofia życia.
Dan Gable, legendarny zapaśnik, tłumaczył: „Złote medale tak naprawdę nie są zrobione ze złota. Są zrobione z potu, determinacji i trudno dostępnego stopu zwanego odwagą”. Medal to tylko widoczny symbol niewidocznej pracy.
Dlatego niektórzy mogą go stracić i się nie przejmować. Wiedzą, że prawdziwe zwycięstwo noszą w sobie. Nie na szyi.
Współczesny absurd medalowy
Dzisiaj za utratę medalu można dostać dożywotni zakaz. Za wyrzucenie kawałka metalu na podłogę. Za odmowę pochylenia głowy. Za pokazanie, że medal to nie wszystko.
Ale są też inne historie. W 2017 roku rosyjski komitet olimpijski przyznał, że z 18 zawodników, którym odebrano medale za doping, żaden nie zwrócił fizycznego krążka. „To nie jest łatwy proces” – komentował prezydent komitetu.
Może ci Rosjanie zrozumieli to samo co Ali, Samadov czy Abrahamian. Medal to tylko kawałek metalu. Prawdziwe zwycięstwo jest niewidzialne.
Mądrość brązowych medalistów
Najciekawsze są historie medalowych „przegranych”. Badania pokazują, że brązowi medaliści są szczęśliwsi niż srebrni. Brązowi medaliści w badaniach szczęścia otrzymali średnio 7,1 na 10 punktów, podczas gdy srebrni medaliści średnio tylko 4,8. Dlaczego? Bo brązowi porównują się do czwartego miejsca – do niczego. Srebrni porównują się do złotego – do wszystkiego.
Tim Bono z Washington University wyjaśnia: „Brązowi medaliści porównują się do czwartego miejsca”. To klucz do wszystkiego. Porównuj się tylko z sobą z przeszłości.
Medal to nie jest miara wartości. To symbol jednego dnia, jednego startu, jednej chwili. Życie to tysiące takich chwil. Niektóre kończą się medalem. Inne czymś ważniejszym. Ali zrozumiał to nad rzeką Ohio. Samadov w Barcelonie. Abrahamian w Pekinie. Braglia w cyrku. Thorpe na baseballowym boisku. Medal można stracić. Siebie nie.
Źródła:
- The Business Standard – “The day Ali threw away his Olympic gold into the Ohio River”
- LADbible – “What happens if Olympic athletes refuse their medal”
- Mental Floss – “4 Times Olympians Refused Their Medals”
- ESPN – “10 hard-to-take moments of Olympic agony”
- NBC News – “Jordan Chiles’ case is unusual. Most returned Olympic medals are for cheating”
- UNC Chapel Hill – “Jim Thorpe’s Olympic wins restored — 110 years later”
- National Museum of the American Indian Magazine – “The Jim Thorpe Backlash”
- Mental Floss – “13 Gold Medal-Worthy Olympic Stories”
- NBC News – “Want to be happier? Think like a bronze medalist”
- Condor Performance – “Best sport psychology quotes”