Urząd miasta w 200-tysięcznym mieście wojewódzkim. Czekam na spotkanie z naczelnikiem wydziału inwestycji. Czekam godzinę, dwie, trzy. W końcu sekretarka: “Pan naczelnik musiał wyjść. Sprawy służbowe.”
Tydzień później dowiaduję się, że “sprawy służbowe” to wyjazd na działkę. Naczelnik zapomniał o umówionym spotkaniu. Konsekwencje? Żadne. “To się zdarza” – mówi jego przełożony.
Ten sam naczelnik odpowiada za inwestycję wartą 50 milionów – budowę basenu miejskiego. Projekt miał być gotowy w 2019. Jest 2024, basenu nie ma, przekroczono budżet o 200%, a naczelnik dalej naczelnikuje.
“Nie można mi nic zrobić” – mówi mi później nieoficjalnie. “Jestem urzędnikiem z 20-letnim stażem. Żeby mnie zwolnić, musieliby udowodnić, że ukradłem albo przyszedłem pijany. A że projekt się opóźnia? To nie moja wina. To procedury, wykonawcy, pogoda.”
W jego gabinecie wisi tabliczka: “Nie przeszkadzać. Ważne spotkanie.” Sekretarka zdradza: “Ta tabliczka wisi codziennie od 12 do 15. Pan naczelnik odpoczywa po obiedzie.”
Most za 120 milionów, którego nikt nie chciał
Gorzów Wielkopolski, 2018. Prezydent ogłasza: “Budujemy most za 120 milionów!” Mieszkańcy pytają: po co? Są już dwa mosty, wystarczą.
Sześć lat później most stoi. Kosztował 180 milionów. Korzysta z niego 100 aut dziennie. “To inwestycja w przyszłość” – broni się urząd miasta.
Kto podjął decyzję? Prezydent mówi: rada miasta. Rada miasta: prezydent. Naczelnik wydziału: “Ja tylko wykonywałem polecenia.” Projektant: “Ja tylko projektowałem, co kazali.”
Prokuratura bada sprawę od 3 lat. “Nie znajdujemy winnego” – mówi prokurator. “Każdy działał w ramach swoich kompetencji. Że most niepotrzebny? To kwestia oceny.”
180 milionów zmarnowanych. Odpowiedzialnych zero.
Katastrofa w Szczecinie: 8 utonęło, nikt nie winny
2019 rok, Szczecin. Podczas burzy zrywa dach hali Międzynarodowych Targów Szczecińskich. Ginie 8 osób. Śledztwo trwa 5 lat.
Wynik? “Nie znaleziono winnych. To była siła wyższa” – ogłasza prokuratura.
Ale ekspertyza pokazuje: dach był źle zaprojektowany, źle wykonany, nie był konserwowany 10 lat. Kto odpowiadał? Miejski Zarząd Budynków.
Dyrektor MZB: “To nie moja wina. Poprzednik nie zostawił dokumentacji.” Poprzednik: “Jak odchodziłem, wszystko było OK.” Inspektor nadzoru: “Nie miałem zgłoszenia o problemach.” Projektant: “Projekt był dobry, wykonawca źle zrobił.” Wykonawca: “Zrobiliśmy zgodnie z projektem.”
8 osób nie żyje. Nikt nie odpowiada.
NFZ: Fabryka absurdów bez konsekwencji
Oddział NFZ w Łodzi. Pacjent czeka 2 lata na operację kręgosłupa. Umiera czekając. Rodzina pyta: dlaczego tak długo?
NFZ: “Procedury były przestrzegane. Pacjent był na liście.”
Okazuje się, że szpital miał wolne terminy, ale NFZ nie podpisał aneksu do kontraktu. Przez literówkę. Przez rok.
Kto odpowiada za literówkę? “To błąd systemu” – mówi dyrektor oddziału. “Pracownik został pouczony.”
Pracownik: “Szef kazał mi przygotować 100 aneksów w jeden dzień. Pomyliłem się w jednym.”
Szef: “Mam za mało pracowników. To wina centrali.”
Centrala: “Oddziały mają autonomię.”
Pacjent nie żyje. Literówka została poprawiona. Wszyscy dalej pracują.
500 milionów na respirator, których nie było
Pandemia COVID-19. Ministerstwo Zdrowia kupuje respiratory za 500 milionów od firmy handlarza bronią. Respiratory nie docierają.
Kto podjął decyzję? Minister zdrowia: “Działałem na polecenie premiera.” Premier: “Minister miał autonomię.” Wiceminister: “Ja tylko parafowałem.”
Handlarz bronią znika z pieniędzmi. Prokuratura wszczyna śledztwo. Po 4 latach: “Umarzamy. Nie ma kogo ścigać.”
A urzędnicy? Minister dostał posadę w państwowej spółce. Wiceminister jest teraz doradcą prezydenta. Dyrektor departamentu, który podpisał umowę, jest prezesem NFZ.
500 milionów przepadło. Nikt nie odpowiedział.
Przekop Mierzei: Miliard w błoto
Przekop Mierzei Wiślanej. Koszt planowany: 880 milionów. Koszt rzeczywisty: 2 miliardy i rośnie.
Efekt? Kanał, którym nie mogą przepływać duże statki. Za płytki. “Nie przewidzieliśmy” – mówi Urząd Morski.
Jak można było nie przewidzieć głębokości? “To skomplikowane” – tłumaczy dyrektor inwestycji. “Zmienily się parametry gruntu.”
Ale ekspertyza sprzed budowy mówiła o problemie. “Nie dotarła do nas” – mówi dyrektor.
Gdzie się podziała? “Nie wiadomo. Zaginęła.”
Kto odpowiada za zaginioną ekspertyzę, która kosztowała budżet miliard? “Wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające” – mówi minister. To było 2 lata temu. Postępowanie trwa.
Elektrownia w Ostrołęce: 2 miliardy w piachu
Budowa elektrowni węglowej w Ostrołęce. Start: 2012. Wydano 2 miliardy. Efekt: fundamenty i szkielet.
2020: “Rezygnujemy z węgla, będzie elektrownia gazowa!” 2022: “Jednak nie, za drogo.” 2024: Ruina za 2 miliardy stoi i niszczeje.
Kto podjął decyzję o budowie? “Poprzedni zarząd” – mówi obecny prezes spółki. Poprzedni zarząd: “Rząd nas zmusił.” Rząd: “To była decyzja biznesowa spółki.”
Straty poniosą odbiorcy prądu w rachunkach. Urzędnicy, którzy podjęli decyzję? Niektórzy na emeryturach, niektórzy w innych spółkach. Z wysokimi odprawami.
System kar: Fikcja odpowiedzialności
Teoretycznie urzędnik może zostać ukarany. W praktyce?
Nagana – urzędnik dostaje naganę. Skutek: żaden. Za rok wszyscy zapominają. Obniżenie pensji – maksymalnie o 20% na 3 miesiące. “Przeżyję” – mówi urzędnik. Zwolnienie – praktycznie niemożliwe. Związki zawodowe, kodeks pracy, procedury.
“W ciągu 20 lat zwolniłem 2 urzędników” – mówi były prezydent miasta. “Jednego, bo ukradł. Drugiego, bo pobił petenta. Reszta jest nie do ruszenia.”
Urzędnik może zmarnować miliony, sparaliżować miasto, zniszczyć czyjeś życie swoją decyzją. Maksymalna kara? Przeniesienie do innego wydziału.
Kultura urzędnicza: “Nie moja sprawa”
Rozmowa z 30-letnim urzędnikiem w ministerstwie: “Pierwszego dnia szef mi powiedział: nie wychodź przed szereg, nie podejmuj decyzji, zawsze miej przykrywkę.”
Przykrywka to email, pismo, polecenie szefa. Cokolwiek, co zdejmie odpowiedzialność.
“Mam teczkę ‘CYA’ – Cover Your Ass” – mówi. “Każdy mail, każda notatka. Jak coś się schrzani, wyciągam papier: nie moja wina, szef kazał.”
Inicjatywa? “Po co? Jak coś wymyślę i się uda, szef weźmie zasługi. Jak się nie uda, ja wezmę winę. Lepiej siedzieć cicho.”
Dyrektorzy-wampiry: 30 lat i ani dnia dłużej
Dyrektor wydziału komunikacji w dużym mieście. Na stanowisku od 1994 roku. 30 lat. Wymienił 8 prezydentów, 12 zastępców, setki pracowników. On trwa.
“Jestem niezastąpiony” – mówi. “Znam wszystkie procedury, wszystkich ludzi, wszystkie brudy.”
Jego wydział to królestwo absurdu. Pozwolenie na wycięcie drzewa – 6 miesięcy. Zgoda na postawienie ławki – 4 miesiące. “Procedury” – tłumaczy.
Próby zmiany? “Przychodzi nowy prezydent, chce reform. Pokazuję mu, ile to będzie trwało, ile kosztowało, jakie są ryzyka. Odpuszcza.”
W jego gabinecie portret Jana Pawła II i zdjęcie z każdym prezydentem miasta od 1994. “Oni przychodzą i odchodzą. Ja zostaję.”
Państwowe spółki: Eldorado nieodpowiedzialności
Prezes państwowej spółki energetycznej. Pensja: 120 tysięcy miesięcznie. Strata spółki: 500 milionów rocznie.
“To nie moja wina” – tłumaczy. “To rynek, regulacje, poprzednicy.”
Rada nadzorcza go chwali. “Strata mogła być miliard, a jest tylko 500 milionów. To sukces.”
Prezes dostaje premię: 2 miliony za “minimalizację strat”. Za rok spółka bankrutuje. Prezes odchodzi z odprawą 10 milionów. Zostaje prezesem innej państwowej spółki.
“Mam doświadczenie w restrukturyzacji” – mówi na nowej konferencji prasowej.
Samochód za 200 tysięcy dla wójta 2-tysięcznej gminy
Gmina Pcim Dolny, 2000 mieszkańców, budżet 10 milionów. Wójt kupuje samochód za 200 tysięcy. “Do celów reprezentacyjnych.”
Mieszkańcy protestują. “Drogi dziurawe, szkoła się wali, a wójt jeździ luksusowym autem!”
Wójt: “Wszystko zgodnie z prawem. Rada gminy wyraziła zgodę.”
Rada gminy: “Wójt nas przekonał, że to potrzebne.”
RIO (Regionalna Izba Obrachunkowa) bada sprawę. Wniosek: “Nieprawidłowości nie stwierdzono.”
Wójt jeździ dalej. Drogi dalej dziurawe. System działa.
Inwestycje-widma: Miliardy w projekty
Urząd Marszałkowski, Departament Rozwoju Regionalnego. Na ścianie mapa z projektami. Setki pinezek, każda to miliony z UE.
“30% projektów to fikcja” – zdradza pracownik. “Istnieją na papierze. Centra rozwoju, inkubatory, klastry. W rzeczywistości to puste biura albo tabliczka na drzwiach.”
Przykład: Centrum Innowacji w małym mieście. Koszt: 20 milionów. W środku: 3 biurka, 2 komputery, zero działalności.
Kto sprawdza? “Kontrola przyjeżdża, robi zdjęcia, pisze raport: ‘Zgodne z projektem.’ Że to puste? To nie ich sprawa.”
Pieniądze wydane. Projekt “zrealizowany”. Wszyscy zadowoleni. Oprócz podatników.
Procedura ponad człowiekiem
Przypadek z Krakowa. Staruszka umiera w mieszkaniu. Leży 2 tygodnie. Sąsiedzi czują smród, wzywają służby.
Straż: “Nie możemy wyważyć drzwi bez nakazu.” Policja: “To nie nasze kompetencje.” Sanepid: “Potrzebujemy zgłoszenia od zarządcy.” Zarządca: “Muszę mieć uchwałę wspólnoty.”
Po 3 tygodniach, gdy smród jest nie do wytrzymania, w końcu wchodzą. Staruszka nie żyje od miesiąca.
Kto odpowiada za zwłokę? “Wszyscy działali zgodnie z procedurami” – mówi rzecznik miasta.
Marnotrawstwo jako standard
Budowa ścieżki rowerowej w mieście wojewódzkim. Długość: 2 km. Koszt: 5 milionów.
“To 2500 złotych za metr!” – oburzają się mieszkańcy.
Urząd: “Musieliśmy przestrzegać wszystkich norm.”
Jakich norm? “Szerokość, nachylenie, oznakowanie, oświetlenie, monitoring.”
Efekt: ścieżka rowerowa bardziej doposażona niż autostrada. Korzysta 10 rowerzystów dziennie.
Kto zadecydował o tak drogim projekcie? “Komisja” – mówi urząd. W komisji 10 osób. Każdy mówi: “To decyzja komisji, nie moja.”
Kontrola, która nie kontroluje
NIK, RIO, CBA, prokuratura – instytucje kontrolne są. Efekt?
NIK napisze raport: “Stwierdzono nieprawidłowości.” Urząd odpowie: “Przyjmujemy do wiadomości.” Koniec.
RIO sprawdzi budżet: “Są uchybienia.” Gmina: “Poprawimy.” Nie poprawią.
CBA złapie urzędnika na łapówce 5000 złotych. Wielka afera. A marnotrawstwo miliardów? “To nie korupcja, to niegospodarność.”
Prokuratura? “Brak znamion przestępstwa. Umarzamy.”
System awansów: Niekompetencja nagrodzona
Jak zostać dyrektorem w urzędzie? Nie kompetencje. Nie doświadczenie. Lojalność.
“Byłem kierowcą prezydenta” – mówi dyrektor wydziału gospodarki. “Jeździłem 10 lat. Prezydent docenił lojalność.”
Czy zna się na gospodarce? “Uczę się. Mam dobrych pracowników.”
Jego decyzje kosztują miasto miliony. Ale jest lojalny. To się liczy.
Odprawy i emerytury: Nagroda za porażkę
Dyrektor państwowej spółki. Doprowadził ją do upadku. Odprawa: 2 miliony. Emerytura: 30 tysięcy miesięcznie.
“Należy mi się za lata pracy” – mówi.
Że spółka bankrutuje? “To nie moja wina. To rynek.”
W tym samym czasie pracownicy spółki tracą pracę. Odprawa: 3 miesiące pensji. Emerytura: 2000 złotych.
System nagradza tych na górze za porażki. Karze tych na dole za cudze błędy.
Media i politycy: Cyrk dla ludu
Co jakiś czas media znajdują skandal. Urzędnik wziął łapówkę! Dyrektor zmarnował milion! Wielka afera przez tydzień.
Politycy obiecują: “Ukrócimy patologie!” Powołują komisje, zespoły, pełnomocników.
Efekt? Komisja napisze raport, który trafi do szuflady. Zespół się rozwiąże. Pełnomocnik znajdzie lepszą posadę.
A system trwa. Bo tak naprawdę nikomu nie zależy na zmianie. Politycy sami są częścią systemu.
Zwykli ludzie: Zakładnicy systemu
Pani Halina czeka 3 lata na decyzję o rencie. “Chodzę co miesiąc. Za każdym razem czegoś brakuje. To zaświadczenie, to pieczątka, to podpis.”
Urzędniczka, która prowadzi sprawę, jest na zwolnieniu 6 miesięcy. Zastępstwo nie ma dostępu do systemu. “Musi pani poczekać.”
Pani Halina żyje z pomocy dzieci. Gdyby urzędniczka pracowała, sprawa byłaby załatwiona w miesiąc. Ale urzędniczka ma L4. Konsekwencje? Żadne. Pani Halina czeka.
Młodzi urzędnicy: Nadzieja czy kontynuacja?
Nowe pokolenie urzędników. Wykształceni, znają języki, mają pomysły. Przychodzą z entuzjazmem.
“Chciałem zmieniać świat” – mówi 28-letni pracownik ministerstwa. “Po roku zrozumiałem, że świat zmieni mnie.”
Teraz siedzi cicho, wykonuje polecenia, nie wychodzi przed szereg. “Albo się dostosujesz, albo odejdziesz. Wybrałem. Mam kredyt.”
System wchłania młodych, robi z nich kopie starych. Bo system się broni. Przed zmianą, przed odpowiedzialnością, przed konsekwencjami.
Epilog: Kraj, gdzie wszystko jest niczye
Spotykam się z emerytowanym urzędnikiem wysokiego szczebla. 40 lat w administracji. Widział wszystko.
“Wiesz, jaka jest podstawowa zasada polskiej administracji?” – pyta. “Nigdy nie bierz odpowiedzialności. Za nic.”
Dlaczego? “Bo jak weźmiesz, to możesz ponieść konsekwencje. A po co? Pensja ta sama, czy pracujesz, czy udajesz. Czy decydujesz, czy odwlekasz.”
Pokazuje mi gmach urzędu wojewódzkiego. “Tam siedzi 1000 osób. 900 zajmuje się przerzucaniem papierów. 100 podejmuje decyzje. Z tych 100 może 10 bierze odpowiedzialność. Ci, co nie mogą jej uniknąć.”
A reszta? “Reszta to machina do trwonienia pieniędzy. Samo-napędzający się mechanizm, którego jedynym celem jest przetrwanie.”
Pyta, czy wiem, dlaczego w Polsce nic nie działa jak powinno. Czekam na głęboką analizę.
“Bo nikomu na tym nie zależy. Urzędnikom nie zależy, bo mają pewną pracę. Politykom nie zależy, bo mają swoich ludzi w urzędach. Obywatelom nie zależy, bo się przyzwyczaili.”
A co by się stało, gdyby wprowadzić realną odpowiedzialność? “Połowa urzędników by odeszła. Druga połowa by zaczęła pracować. Ale kto to wprowadzi? Urzędnicy sami sobie?”
Śmieje się. Gorzko, cynicznie. Jak człowiek, który widział zbyt wiele.
“W Polsce można zmarnować miliardy, zniszczyć czyjeś życie, sparaliżować miasto. I nic ci nie będzie. Dlatego że zawsze możesz powiedzieć: to nie ja. To system. To procedury. To poprzednicy.”
Ma rację. W Polsce nikt za nic nie odpowiada. Bo odpowiedzialność to towład deficytowy. A nieodpowiedzialność to narodowa specjalność.
I tak jutro tysiące urzędników przyjdzie do pracy. Przerzucą papiery, odbębną 8 godzin, wezmą pensję.
Zmarnują kolejne miliony? Możliwe. Zniszczą czyjeś życie swoją decyzją? Prawdopodobne. Poniosą konsekwencje? Nigdy.
Bo w Polsce można wszystko. Oprócz ponoszenia odpowiedzialności.
To kraj, gdzie wszystko jest niczye. A skoro niczye, to niczyja wina.
I niczyja odpowiedzialność.