Złota plaża, hotel Atlantis w tle, idealnie opalone ciało w bikini za trzy średnie krajowe. Opis: „Work hard, play hard. Moje małe rajskie wakacje”. 20 tysięcy serduszek. W komentarzach zachwyty: „Królowa!”, „Zazdro!”, „Skąd masz na to pieniążki?”. Na to ostatnie pytanie odpowiedź nigdy nie pada. A wszyscy dobrze znamy odpowiedź. Tylko udajemy, że wierzymy w bajkę o modelingu, bo prawda śmierdzi. Dosłownie.
Dubaj. Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich i nieoficjalna stolica polskiego “Instagramowego Żebractwa Luksusowego”. To tam co weekend lądują samoloty pełne aspirujących celebrytek, “modelek” (których nikt nigdy nie widział na wybiegu) i inluencerek z bio “Traveler / Dreamer”.
W oficjalnej narracji jadą tam na sesje zdjęciowe. W tej nieoficjalnej, szeptanej na forach i w ciemnych zakamarkach Twittera, jadą tam do pracy. Bardzo specyficznej pracy, w której godność zostawia się w depozycie na lotnisku.
Kariera „Image Model”, czyli prostytucja w wersji Premium
Spójrzmy prawdzie w oczy. Młoda dziewczyna, bez bogatych rodziców, bez etatu w korporacji, bez wygranej w totka. Nagle, z dnia na dzień, zaczyna żyć jak milionerka. Loty pierwszą klasą, torebki Birkin, kolacje w restauracjach, gdzie woda kosztuje tyle co nerka.
Matematyka jest bezlitosna. To się nie dodaje.
Wymyślono więc eufemizmy. One nie są do towarzystwa. One są „Image Models”. One są „Hostessami na jachtach”. Brzmi światowo, prawda? W praktyce oznacza to bycie żywym meblem dla znudzonych szejków i bogatych biznesmenów. Ozdobą, która ma ładnie wyglądać, uśmiechać się i… spełniać zachcianki.
I nie mówimy tu o trzymaniu drinka. Mówimy o historiach, które wyciekły jako „Dubai Porta Potty”. O upokorzeniach, o których normalny człowiek boi się myśleć. O traktowaniu człowieka jak toalety (słynne “tagliatelle”), jak psa, jak przedmiot.
Ale na Instagramie tego nie widać. Na Instagramie jest szampan i uśmiech numer pięć. Filtr wygładza nie tylko pory na skórze, ale i brud na duszy.
Handel złudzeniami
Największym grzechem tych dziewczyn nie jest to, co robią ze swoim ciałem – to ich sprawa. Ich ciało, ich wybór. Największym grzechem jest to, że wracają do Polski i sprzedają ten styl życia nastolatkom jako sukces.
Młoda dziewczyna z małego miasta ogląda to i myśli: „Wystarczy być ładną, ćwiczyć pośladki i też będę tak żyć. Też będę niezależną bizneswoman”.
To jest kłamstwo. To jest piramida finansowa zbudowana na hipokryzji. Te “influencerki” nie mówią: „Słuchajcie, żeby mieć tę torebkę, musiałam zrobić rzeczy, po których tydzień szorowałam się pumeksem”. One mówią: „Manifestowałam swoje marzenia i piłam dużo wody”.
To jest szkodliwe. To wpędza młode pokolenie w kompleksy i sugeruje, że luksus jest na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko jesteś wystarczająco “atrakcyjna”. Nie dodają, że ceną za ten luksus jest często trauma i utrata szacunku do samej siebie.
Zmowa milczenia w komentarzach
Fascynujące jest to, jak my, społeczeństwo, wchodzimy w tę grę.
Pod zdjęciami z Dubaju widzimy setki komentarzy. Wszyscy wiedzą. Na Wykopie latają “listy cenników”, na Pudelku ludzie piszą wprost o “szejkach”. Ale na samym Instagramie panuje zmowa milczenia.
Koleżanki-influencerki piszą: „Piękna! Zasłużyłaś!”.
Marki odzieżowe wysyłają paczki.
Portale plotkarskie piszą o „luksusowych wakacjach gwiazdy”.
Legitymizujemy to. Udajemy, że nie widzimy słonia w salonie (albo wielbłąda na jachcie). Dlaczego? Bo lubimy ładne obrazki. Bo prawda jest zbyt brudna, zbyt dołująca. Wolimy wierzyć w bajkę o Kopciuszku, nawet jeśli wiemy, że ten Kopciuszek nie zgubił pantofelka, tylko godność w hotelowym apartamencie.
Powrót do szarej rzeczywistości
A potem one wracają. Lądują na Okęciu. I zaczyna się cyrk.
Zakładają marki odzieżowe (za pieniądze zarobione „na sesjach”), piszą e-booki o pewności siebie, stają się mentorkami.
Biel zębów razi w oczy, opalenizna powoli schodzi, a w oczach widać pustkę.
Bo Dubaj to złota klatka. Możesz w niej pić najdroższego szampana, ale wciąż jesteś w klatce. I kiedy wracasz do Polski, ten zapach luksusu wietrzeje, a zostaje tylko wspomnienie tego, co trzeba było zrobić, żeby go poczuć.
Dlatego, drogi widzu, kiedy następnym razem zobaczysz 20-letnią “modelkę” na jachcie w Emiratach, nie zazdrość. Nie pisz “Goals”. Współczuj. Bo to, co widzisz na ekranie, to tylko fasada. Za tą fasadą kryje się świat, w którym człowiek jest towarem, a walutą jest upodlenie. I żadna torebka Chanel nie jest tego warta.
