Syndrom oszusta w męskim wydaniu. Dlaczego czujesz, że nie zasługujesz na swój sukces?

Dostałeś awans. Zamknąłeś największy projekt w historii firmy. Dostałeś podwyżkę, o którą bałeś się poprosić. Wszyscy klepią cię po plecach, szef gratuluje, partnerka jest dumna. Z zewnątrz wszystko krzyczy: “sukces”. A ty czujesz tylko rosnący w żołądku supeł. I ten cichy głos w głowie, który szepcze: “Tym razem się udało. Ale to tylko kwestia czasu, aż się zorientują. Zaraz wszyscy zobaczą, że jestem oszustem i nic nie potrafię”.

To nie paranoja. To nie jest też fałszywa skromność. To syndrom oszusta – uporczywe, wewnętrzne przekonanie, że twoje sukcesy są wynikiem szczęścia, przypadku lub wprowadzenia innych w błąd. To ciągły lęk przed zdemaskowaniem. I dotyka on zaskakująco wielu mężczyzn, którzy na zewnątrz wyglądają na pewnych siebie ludzi sukcesu.

Anatomia męskiego oszusta

Od małego jesteśmy programowani. “Bądź mężczyzną”, “chłopaki nie płaczą”, “radź sobie sam”. Kultura wtłacza nam do głów, że musimy być kompetentni, silni i niezależni. Okazywanie wątpliwości to okazywanie słabości. Prośba o pomoc to przyznanie się do porażki.

W takim środowisku syndrom oszusta znajduje idealną pożywkę. Skoro nie wolno mi przyznać, że czegoś nie wiem, muszę udawać, że wiem wszystko. Każde zadanie staje się testem, w którym nie mogę popełnić błędu, bo błąd zdemaskuje moją rzekomą niekompetencję.

Paradoks polega na tym, że im więcej osiągasz, tym gorzej się czujesz. Każdy kolejny sukces podnosi poprzeczkę i zwiększa presję. Awans nie jest nagrodą – jest większą odpowiedzialnością i większym ryzykiem, że w końcu się potkniesz i wszyscy zobaczą, że na to nie zasłużyłeś. Sukces nie cieszy. Przeraża.

Jak to działa w praktyce?

Syndrom oszusta objawia się na wiele sposobów. Zobacz, czy któryś z nich brzmi znajomo.

  • Pracoholizm z lęku. Pracujesz po 12 godzin dziennie nie dlatego, że tak kochasz swoją pracę, ale dlatego, że panicznie boisz się, że jeśli nie sprawdzisz wszystkiego pięć razy, ktoś znajdzie błąd i udowodni, że się nie nadajesz. Twoja ciężka praca to tarcza, która ma cię chronić przed zdemaskowaniem.
  • Odrzucanie komplementów. Ktoś chwali twój projekt, a ty natychmiast odpowiadasz: “Eee tam, to nic wielkiego, każdy by to zrobił” albo “Po prostu miałem farta”. Nie potrafisz przyjąć pochwały, bo w głębi duszy w nią nie wierzysz. Uznajesz, że chwaląca cię osoba jest po prostu miła albo nie poznała się na twoim oszustwie.
  • Unikanie wyzwań. Pojawia się okazja, żeby poprowadzić nowy, trudny projekt. Zamiast się zgłosić, paraliżuje cię strach. “A co, jeśli zawalę? Lepiej się nie wychylać, robić swoje i mieć nadzieję, że nikt nie zauważy luk w mojej wiedzy”.

Jak zdjąć z siebie tę maskę?

Z syndromem oszusta można walczyć. To nie jest wyrok, a psychologiczny nawyk, który można zmienić.

  1. Nazwij wroga. Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że to, co czujesz, ma nazwę. Że nie jesteś sam. To powszechne zjawisko, które dotyka milionów ludzi, w tym tych na najwyższych stanowiskach. To nie jest obiektywna prawda o tobie, tylko zniekształcenie poznawcze.
  2. Zbieraj dowody. Załóż plik w komputerze albo notatnik i zapisuj w nim swoje sukcesy. Nie tylko te wielkie, ale też małe. “Dziś dobrze poprowadziłem spotkanie”, “Klient był zadowolony z mojej propozycji”. Kiedy dopadną cię czarne myśli, przeczytaj tę listę. To twoje dowody przeciwko wewnętrznemu oszustowi.
  3. Zmień narrację. Zwracaj uwagę na to, jak mówisz o swoich osiągnięciach. Zamiast “udało mi się”, powiedz “zrobiłem to”. Zamiast “miałem szczęście”, powiedz “byłem dobrze przygotowany”. To nie arogancja. To nazywanie rzeczy po imieniu.
  4. Porozmawiaj o tym. To dla facetów najtrudniejsze, ale i najważniejsze. Znajdź przyjaciela, któremu ufasz, i powiedz mu o swoich obawach. Będziesz w szoku, jak często usłyszysz w odpowiedzi: “Stary, ja mam dokładnie to samo”. Zrzucenie tego ciężaru i odkrycie, że inni też tak mają, jest niesamowicie uwalniające.

Poczucie bycia oszustem prawdopodobnie nigdy nie zniknie w stu procentach. Zawsze będzie gdzieś z tyłu głowy cichym szeptem. Ale możesz sprawić, że ten szept nie będzie już zagłuszał głosu twoich realnych osiągnięć i kompetencji. Chodzi o to, żeby wreszcie uwierzyć w faceta, którego inni w tobie widzą od dawna.

Previous Post

Generacja ‘nie stać mnie na własne mieszkanie’ szuka miłości

Next Post

Kultura zapier***. Dlaczego udajemy zajętych i po co nam to?