Labubu – historia lubi się powtarzać

W latach 90. ekplodowała bańka spekulacyjna na pluszakach Beanie Babies. Jej powstanie to genialnie zorkiestrowana kombinacja przedsiębiorczego geniuszu, psychologii tłumu i narodzin internetu. Nim przejdziemy do analizy tego przypadku, warto zrobić szybkie podsumowanie tego, czym w ogóle jest bańka spekulacyjna. Bo dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć, co właśnie dzieje się na świecie i czy przypadkiem nie jesteśmy świadkami narodzin wiernej kopii historii sprzed 30 lat.

Anatomia bańki – mechanizm powstawania

Bańki spekulacyjne to fascynujące zjawisko, które łączy w sobie ekonomię z psychologią. To momenty, gdy cały społeczeństwa wydają się tracić kontakt z rzeczywistością i wierzyć, że ceny będą rosły w nieskończoność. “Cykl życia” klasycznej bańki spekulacyjnej dzieli się na cztery podstawowe fazy:

  • Faza zaskoczenia – Wszystko zaczyna się od jakiejś prawdziwej innowacji lub zmiany. Może to być nowa technologia (internet w latach 90.), odkrycie nowych rynków (tulipany w XVII-wiecznej Holandii) czy nowa polityka monetarna. Na początku wzrost cen ma uzasadnienie fundamentalne.
  • Faza wzrostu – Pierwsi inwestorzy zaczynają zarabiać prawdziwe pieniądze. Historie sukcesu rozchodzą się szybko. Media zaczynają pisać o “nowej erze” i “zmienionej rzeczywistości”. Ceny rosną, ale jeszcze w miarę rozsądnie.
  • Faza euforii – To moment, gdy racjonalność zostaje wyrzucona przez okno. Ceny rosną szybko i bez związku z fundamentami. Wszyscy “wiedzą kogoś, kto zarobił fortunę”. Strach przed utratą okazji (FOMO) staje się dominującą emocją.
  • Pęknięcie – Nagle okazuje się, że król jest nagi. Często wystarczy jeden duży sprzedawca lub negatywna wiadomość. Ceny spadają gwałtownie, a panika rozprzestrzenia się jak pożar.

Dlaczego bańki się pojawiają? Psychologia tłumu

Co ciekawe – bańki spekulacyjne pojawiają się na rynku cały czas. Cykl życia tego zjawiska wygląda podobnie i pomimo tego, że dotyczy różnych towarów – zawsze można zaobserwować praktycznie identyczny w każdym przypadku sposób reakcji ludzi, którzy w bańkę spekulacyjną wchodzą. Ich zacbowaniem kierują następujące zjawiska:

  • Instynkt stadny – Ludzie są istotami społecznymi. Gdy widzimy, że inni kupują i zarabiają, nasze mózgi krzyczą “rób to samo!”. To ewolucyjny mechanizm przetrwania – lepiej błądzić z grupą niż mieć rację w samotności.
  • Potwierdzanie swojej racji – Gdy już zainwestujemy, zaczynamy szukać informacji, które potwierdzają słuszność naszej decyzji, a ignorujemy ostrzeżenia. To tzw. confirmation bias.
  • Iluzja kontroli – W czasie bańki ludzie wierzą, że “tym razem jest inaczej” i że potrafią wyjść przed krachem. Każdy myśli, że jest mądrzejszy od reszty.
  • Recency bias – Jeśli ceny rosły przez ostatnie miesiące, nasz mózg zakłada, że będą rosnąć dalej. Nie potrafimy wyobrazić sobie zmiany trendu.

Mechanizmy wzmacniające bańkę

Żeby bańka nabrała prawdziwego rozpędu – potrzeba kilku dodatkowych mechanizmów. Oto kilka najważniejszych, które zdecydowanie przyspieszają rozkręcanie się baniek spekulacyjnych:

  • Media i eksperci – Dziennikarze lubią dobre historie, a eksperci boją się przegapić trend. To tworzy echo chamber, gdzie wszyscy mówią to samo.
  • Łatwy dostęp do kredytu – Bańki często kwitną, gdy pieniądze są tanie. Ludzie pożyczają, żeby zainwestować, co dodatkowo napędza ceny.
  • Nowi gracze – W czasie bańki na rynek wchodzą osoby, które normalnie nie inwestują. To taxi drivers talking about stocks z końca lat 90. – gdy wszyscy rozmawiają o inwestycjach, bańka jest bliska pęknięcia.
  • Efekt bogactwa – Gdy ludzie czują się bogatsi (na papierze), wydają więcej pieniędzy, co stymuluje gospodarkę i potwierdza, że “wszystko idzie dobrze”.

Sygnały ostrzegawcze

Wcześniej czy później doświadczeni inwestorzy dostrzegą znaki, które będą jasno informowały o tym, że mamy do czynienia z bańką spekulacyjną:

  • Fundamenty vs. ceny – Gdy ceny są całkowicie oderwane od rzeczywistej wartości
  • “Tym razem jest inaczej” – Gdy wszyscy powtarzają, że stare reguły już nie obowiązują
  • Masowa euforia – Gdy o inwestycjach rozmawiają kelnerki i taksówkarze
  • Nowe metody wyceny – Gdy pojawiają się “innowacyjne” sposoby uzasadniania wysokich cen
  • Wszyscy są geniuszami – Gdy każdy ma teorię, dlaczego ceny będą rosnąć

Dlaczego trudno się oprzeć?

I teraz dlaczego to wszystko tak działa działa od dziesiątek lat? Czyżbyśmy nie potrafili wyciągać wniosków? Jest kilka zjawisk, które powodują, że społeczeństwo daje się nabierać na kolejne wizje szybkiego zarobku, czy rozsądnej inwestycji z “zagwarantowanym” zabezpieczeniem kapitału. Wystarczy zastosować kilka sztuczek, resztę zrobi psychologia:

  • Presja społeczna – Nikt nie chce być tym “głupim”, który nie kupił przed dalszym wzrostem. FOMO to potężna siła.
  • Endowment effect – Gdy już coś posiadamy, nadmiernie to wyceniamy i nie chcemy sprzedać.
  • Sunk cost fallacy – Im więcej zainwestowaliśmy, tym trudniej nam wyjść ze strachu przed przyznaniem się do błędu.
  • Optymizm – Ludzie naturalnie przeceniają prawdopodobieństwo pozytywnych scenariuszy.

Kto wygrywa, a kto przegrywa?

Wygrywają:

  • Ci, którzy wchodzą wcześnie i wychodzą przed krachem
  • Osoby sprzedające “łopaty w czasie gorączki złota” (usługi, kursy, narzędzia)
  • Ci, którzy shortują na szczycie (ale to bardzo ryzykowne)

Przegrywają:

  • Późni naśladowcy, którzy kupują na szczycie
  • Osoby używające dźwigni finansowej
  • Ci, którzy wierzą, że “tym razem jest inaczej”
  • Zwykli ludzie, którzy wkładają oszczędności życia

Czy bańki można przewidzieć?

Częściowo tak, ale timing jest niesamowicie trudny. John Maynard Keynes powiedział: “Rynek może pozostać irracjonalny dłużej, niż ty możesz pozostać wypłacalny”. Można rozpoznać bańkę, ale nie wiadomo, kiedy pęknie.

Beanie Babies – jak to się zaczęło?

Wróćmy do naszych pluszaków. Historia zaczyna się od H. Ty’a Warnera, urodzonego w 1944 roku w Chicago, syna sprzedawcy zabawek i pianistki, który dorastał w trudnej rodzinie. W 1980 roku został zwolniony z firmy Dakin Toy Company i wyruszył na trzyletnią podróż do Włoch, gdzie zobaczył pluszowe kotki, które go zainspirowały. W 1986 roku założył własną firmę Ty Inc.

W 1993 roku Warner wprowadził Beanie Babies na targach World Toy Fair w Nowym Jorku – dziewięć oryginalnych pluszaków: Legs the Frog, Squealer the Pig, Spot the Dog, Flash the Dolphin, Splash the Whale, Chocolate the Moose, Patti the Platypus, Brownie the Bear i Pinchers the Lobster. Masowa produkcja rozpoczęła się w 1994 roku, a zabawki kosztowały około 5 dolarów.

Prawdziwy geniusz Warnera leżał w jego strategii marketingowej:

  • Warner ograniczył dystrybucję i sprzedawał Beanie Babies tylko do małych, niezależnych sklepów zabawkowych, unikając wielkich sieci jak Toys R Us czy Walmart. To tworzyło wrażenie ekskluzywności.
  • Od 1995 roku ograniczano dystrybucję – sklepy mogły kupować tylko 36 sztuk każdego modelu miesięcznie. Warner celowo wysyłał mniej zabawek niż zamawiali klienci. Powstało zjawisko sztucznego niedoboru.
  • Warner wprowadził koncepcję “przechodzenia na emeryturę” poszczególnych modeli – po pewnym czasie ich produkcja była kończona na zawsze. Pierwszą “emerytowaną” zabawką był Humphrey the Camel w 1995 roku.
  • Kluczową rolę odegrała Lina Trivedi, studentka która w 1995 roku pokazała Warnerowi możliwości internetu i stworzyła pierwszą stronę internetową Ty Inc. Gdy strona została uruchomiona pod koniec 1995 roku, tylko 1,4% Amerykanów korzystało z internetu. Beanie Babies zostały określone jako pierwsza internetowa sensacja na świecie.

Czy zgodnie z fazami pojawiania się bańki spekulacyjnej – widać tutaj jakąś zbieżność? No tak – to pierwsza faza zaskoczenia. Mamy do czynienia z pewnego rodzaju innowacyjnym produktem (limitowane serie pluszaków, ograniczona dystrybucja) i nowy rynek czyli sprzedaż przez Internet.

Strategia sprawdziła się znakomicie. A właściwy przełom nastąpił w momencie, gdy wiosną 1997 roku McDonald’s zaoferował Teenie Beeanies w swoich Happy Meals. Promocja przyciągnęła nie tylko dzieci, ale także dorosłych. Ludzie stali w kolejkach po Happy Meals, żeby tylko dostać wymarzone pluszaki, których cena rosła z dnia na dzień.

Na szczycie boomu – około 1999 roku – firma Ty Inc. zarabiała ponad 700 milionów dolarów rocznie. Warner znalazł się na liście 400 najbogatszych Amerykanów wg Forbes, a niektóre pluszaki wyceniane były na parę tysięcy dolarów. Świat zwariował do tego stopnia, że np. podczas rozwodów pluszaki były elementem wchodzącymi w skład wyceny i podziału majątku.

Ile trzeba było zapłacić za jakąś limitowaną edycję jednego pluszaka? Kilka tysięcy dolarów. Wszystko zaczęło się od 5 dolarów za sztukę, a skończyło kwotach mocno odbiegających od pierwotnych cen. Na szczycie popularności ludzie odsprzedawali Beanie Babies nawet za dziesięciokrotność ceny zakupu na eBay, a zabawki stanowiły 10% całej sprzedaży eBay.

W grudniu 1999 roku Ty Inc. ogłosiło zakończenie produkcji Beanie Babies, wypuszczając specjalnego czarnego misia o nazwie “The End”. Miś sprzedawany był z etykietką z pożegnalnym wierszem i jest on symbolem końca bańki pluszaków. Notabene – taki miś teraz wyceniany jest na ok. 10000$.

Rynek się nasycił, pojawiły się nowe technologie i zainteresowania, a kolekcjonerzy zaczęli powoli wyprzedawać kolekcje, chcąc zrealizować zyski. A jak na rynku pojawił się towar – nawet z drugiej ręki – to “czar niedostępności” prysnął, ceny spadły i kto nie zdążył w porę sprzedać – został z “gorącym ziemniakiem” w dłoni.

Bańka pluszaków była rezultatem nie przypadku, ale przemyślanej strategii biznesowej, która wykorzystała psychologię ludzką, nowe technologie i kulturę konsumencką lat 90. Warner nie tylko stworzył zabawkę – stworzył pierwszy globalny fenomen internetowy, który pokazał, jak łatwo można przekształcić zwykły przedmiot w obiekt pożądania i inwestycji.

Wchodzi Labubu – całe na biało i z zębami.

Fenomen Labubu wykazuje zdumiewające podobieństwa do bańki Beanie Babies z lat 90., ale w kontekście ery mediów społecznościowych. To może być powtórka z rozrywki, ale w XXI-wiecznym wydaniu.

Labubu to postać stworzona przez hongkońskiego artystę Kasinga Lunga w 2015 roku jako część serii “The Monsters”, inspirowanej mitologią nordycką. To małe stworzenie z ostrymi uszami i ząbkami, które mimo psotnego wyglądu ma dobre serce. Produkowane przez chińską firmę Pop Mart jako kolekcjonerskie figurki sprzedawane w “blind boxach” – pudełkach niespodzianek, gdzie kupujący nie wie, jaką postać otrzyma.

Mamy produkt. Jest trochę niedostępny (pudełka-niespodzianki), a ponieważ niektóre figurki występują rzadziej od innych – dodatkowo robi się z tego produkt ekskluzywny. Trafisz na rzadką figurkę – jest ona więcej warta. Czyli pierwsze 2 elementy strategii marketingowej – odznaczone. Jest ekskluzywnie i niedostępnie.

Katalizatorem do wzrostu zainteresowania staje się Lisa z grupy BLACKPINK – zaczęła publikować na Instagramie zdjęcia z różnymi lalkami Labubu. Jej profil obserwuje ponad 100 milionów osób, a ona sama przyznała w wywiadach, że “szaleje za nimi” od prawie roku i że stały się bardzo trudne do zdobycia. Wcześniej Labubu została sfotografowana również Rihanna, a w kwietniu Kim Kardashian pokazała kolekcję 10 lalek. Czyli do gry wchodzą media i eksperci, bo dla obecnego pokolenia osoby ze świata celebrytów i influenserów są po trosze ekspertami – o specjalizacji lifestyle.

Najnowsze kolekcje wyprzedają się w sekundy, a kupujący stoją w kolejkach godzinami przed sklepami Pop Mart. Podczas gdy oficjalna cena blind boxa wynosi 27,99 USD, odsprzedawcy oferują je za ponad dwukrotność tej ceny, a niektóre rzadkie egzemplarze Labubu kosztują ponad 1000 USD. Powstały całe społeczności kolekcjonerów wymieniających się poradami, streaming unboxingu na żywo i limitowanie zakupów do jednej sztuki na osobę. Aplikacja By Rotation nawet wynajmuje Labubu jako symbol statusu za 4 funty dziennie.

Kluczowe różnice względem lat 90.

Porównajmy teraz czym różnią się przypadki Beanie Babies oraz Labubu:

  • Internet jako motor napędowy – media społecznościowe odegrały kluczową rolę w rozpowszechnieniu fenomenu Labubu. Platformy jak Instagram, TikTok i YouTube są pełne unboxingu, stylizacji i viralowych postów. W latach mody na Beanie Babies internet był w powijakach, (ale nie przeszkodziło to rozpędzeniu części sprzedaży przez Ebay), Labubu natomiast jest pierwszym w pełni “social media-driven” fenomenem kolekcjonerskim.
  • Moda jako nośnik trendu – Labubu stały się elementem street stylu – fashionistki przypinają je do luksusowych torebek jak Hermès, tworząc kontrast między modą a zabawnym akcentem. To połączenie mody i kolekcjonowania jest nowe.
  • Globalny zasięg od początku – podczas gdy Beanie Babies zaczynały w USA, Pop Mart od razu celował w rynek globalny. W pierwszym kwartale 2025 roku firma odnotowała 170% wzrost przychodów rok do roku, a sprzedaż w Ameryce wzrosła dziewięciokrotnie.

Skala ekonomiczna porównania

Kapitalizacja Pop Mart wynosi obecnie 43,15 mld USD, co czyni go najdroższą spółką zabawkową na świecie. Dla porównania: Mattel (Barbie) jest warte 6,17 mld USD, a szacunkowa wartość Lego to 13 mld USD. Pop Mart przewyższa już kapitalizacją Hasbro i Mattel razem wzięte, z wartością 40 miliardów dolarów.

Gdzie teraz jesteśmy?

Wg wszystkich znaków na niebie i ziemi – obecnie sprzedaż Labubu jest w fazie euforii. Ceny rosną, ludzie wariują. Nawet na rodzimym Allegro wyceny kolekcjonerskich egzemplarzy Labubu potrafią przebić 1500 PLN. Kaptitalizacja spółki przebiła trzykrotnie wartość Lego, co na rynku zabawek jest już osiągięciem wręcz abstrakcyjnym, biorąc pod uwagę historię i zaplecze obu firm. Wkrótce spodziewać się można nasycenia rynku – a co za tym idzie – spadku cen i zaintresowania. A potem pora na kolejną bańkę – ciekawe czym nas zaskoczy rzeczywistość…

Previous Post

Ludzie reklamujący alkohol mają krew na rękach

Next Post

Skąd wzięły się “daddy issues”? Historia ojców w popkulturze