Kryzys męskości – czyli jak z rycerza powstał informatyk w kapciach

Siadajcie wygodnie (najlepiej w swoich ulubionych dresach), bo będziemy rozprawiać o tym, dlaczego współczesny polski mężczyzna częściej płacze nad Excelem niż nad honorem ojczyzny.

I nie, to nie wasza wina – to historia tak wszystko poukładała.

Gdy inteligencja poszła z dymem

Zacznijmy od tego, że II Wojna Światowa to był solidny reset polskiej elity. Katyń, Auschwitz, Powstanie Warszawskie – w zasadzie każdy, kto umiał więcej niż czytać i pisać, miał przechlapane. Nauczyciele, lekarze, oficerowie – wszyscy poszli na straty, zwalniając miejsce dla swoich następców. A kto przyszedł na ich miejsce? Ano chłopy ze wsi i robotnicy z fabryk, którzy nagle dostali awans społeczny szybszy niż internet światłowodowy. Nie że coś złego w tym było – demokratyzacja, równość, te sprawy. Ale wyobraźcie sobie, że nagle zamiast profesora łaciny macie sąsiada Zenka, który wczoraj jeszcze orał pole, a dziś uczy waszego syna dobrych manier. No właśnie.

Kiedy tatuś poszedł na wojnę i już nie wrócił (albo wrócił, ale jakby go podmienili)

Tu dochodzimy do sedna problemu – polscy mężczyźni albo ginęli jak muchy, albo wracali z wojny poturbowani psychicznie, mając syndrom PTSD, z tą różnicą, że o PTSD nikt wtedy nie mówił. Wychowaniem chłopaków zajęła się armia samotnych matek, babć i dziadków, w efekcie czego wykształciło się pokolenie, które musiało być twardsze niż żołnierze.

“Synu, nie płacz, bo jesteś mężczyzną”

– mówiła mama, która sama płakała po nocach, bo taty nie było, a w sklepie znowu tylko ocet. I syn w końcu przestawał płakać. I z biegiem czasu zaczynał się wstydzić okazywania jakichkolwiek emocji związanych ze słabością. Bo przecież nie wypada.

PRL – czyli jak zrobić z faceta mistrza kombinowania

A potem przyszedł PRL – taki socjalistyczny Hogwart, tylko zamiast czarów uczyli, jak załatwić papier toaletowy i mięso na kartki. Polscy mężczyźni musieli opanować sztukę bycia jednocześnie głową rodziny i posłusznym obywatelem. To jak grać w szachy, gdzie połowa figur to pionki, a druga połowa to też pionki, tylko udają, że są królami. “Kombinowanie” stało się narodową dyscypliną olimpijską. Facet musiał być zaradny, ale nie za bardzo (bo nadmierna zaradność i dobrostan były podejrzane).

Mądry, ale nie za bardzo (mądry i świadomy obywatel to zagrożenie dla ówczesnej władzy). Silny, ale nie za bardzo. W zasadzie najlepiej jakby był, ale jakby go nie było. I taki obraz męskości przekazywał mniej lub bardziej świadomie swoim dzieciom. A dzieci od zawsze bardzo skutecznie i bezrefleksyjnie kopiują wzorce ze świata dorosłych.

Współczesny polski mężczyzna – zagubiony jak dziecko w Ikei

I oto jesteśmy – pokolenie facetów, którzy nie wiedzą, czy mają być twardymi alfami, czy wrażliwymi tatusiami z nosidełkami. Z jednej strony mama i babcia mówią: “bądź prawdziwym mężczyzną”, z drugiej – żona każe chodzić na terapię i mówić o uczuciach. Efekty są takie, że przeciętny polski facet:

  • płacze tylko podczas meczów (bo wtedy można)
  • wyraża uczucia głównie przez memy
  • myśli, że “kocham Cię” mówi się tylko po wódce
  • idzie do psychologa dopiero jak żona grozi rozwodem

A to może lepiej sytuacja wygląda u młodego pokolenia? I tu też można się zdziwić. Niedawno rozmawiałem z jednym ojcem, któremu syn powiedział wprost – “Tato, wy to mieliście przynajmniej jakieś jednolite wzorce, chociażby w filmach, Rambo, Rocky, generalnie tego typu postacie – twardy gość. My nie wiemy, jacy mamy być i tak ma dużo moich kolegów.”. Wiedzieliście, że oni w ogóle o takich rzeczach rozmawiają? Ba – czy kiedykolwiek rozmawialiście z synami na takie tematy?

Polka – silna, niezależna i zastanawia się, po co jej facet

A tu niespodzianka – podczas gdy faceci się gubili, kobiety wzięły sprawy w swoje ręce. Polka współczesna to taki Terminator w szpilkach – zarabia, wychowuje dzieci, remontuje mieszkanie i jeszcze znajduje czas na jogę. I teraz mamy patent: facet wychowany przez silną matkę trafia na silną żonę i… no właśnie, i co? Stoi jak ten osioł w Shreku i się zastanawia, jaka właściwie jest jego rola.

Żarówki wkręcać już nie musi (są długowieczne LEDy), czegoś do jedzenia upolować nie ma potrzeby, a nawet jakby by była – to jak się do tego zabrać? I co zostaje przeciętnemu facetowi? PlayStation i narzekanie na rząd. I w ramach resetu – wyjście w weekend do baru. Z punktu widzenia kobiety – “wspaniały” materiał na partnera i męża. Narzekający kanapowiec.

Jak z tego wyjść? (Spoiler: da się!)

Po pierwsze – terapia to nie wstyd. Panowie, pójście do psychologa to nie oznacza, że jesteście mięczakami. To oznacza, że macie jaja, żeby zmierzyć się ze swoimi demonami. A demony z Polski lat 40-80 to nie przelewki. I nie jest to prosta walka – a najtrudniej jest wykonać pierwszy krok, którym jest szczere powiedzenie samemu sobie: “Houston, mamy problem”.

Po drugie – nowa męskość to nie gejoza. Można być facetem i jednocześnie przytulać swoje dzieci, mówić o uczuciach i płakać na “Zielona mila”. Serio – nie nabawicie się z tego powodu problemów z erekcją.

Po trzecie – gadajcie między sobą. Nie masz z kim? Może tylko Ci się tak wydaje. W wielu miastach powstały tzw. męskie kręgi czy innego rodzaju “grupy wsparcia”. Porozmawiacie tam na tematy, których zwykle faceci na codzień nie poruszają. Rozpadł Ci się długoletni związek, jesteś w trakcie rozwodu – czy jakiś kolega pytał Cię, jak sobie z tym radzisz, czy znowu jesteś zdany na siebie? Nie wychodzi Ci najlepiej szukanie sobie nowej pracy a oszczędności kurczą się w zastraszającym tempie i obawiasz się, co będzie za pół roku? Boisz się podejść i porozmawiać z dziewczyną, która Ci się podoba?

Masz wrażenie, że życie Ci się rozsypuje? Czujesz, że jako dziecko nie byłeś przez ojca kochany i nie możesz sobie z tym poradzić? No to na takie tematy tam się rozmawia i bardzo szybko dowiesz się, że … najprawdopodobniej nie jesteś w tym osamotniony. Bo faceci mają mnóstwo doświadczeń. Tylko najczęściej o nich nie rozmawiają – dopóki nie stworzy im się odpowiednich warunków. A wtedy dzieje się magia.

Po czwarte – uczcie synów inaczej. Zamiast “chłopaki nie płaczą” może “chłopaki płaczą, ale mają chusteczki”. Zamiast “bądź twardy” może “bądź mądry”. Zamiast “nie bądź baba” może po prostu “bądź sobą”. I spędzajcie z nimi czas. To jest bardzo ważne doświadczenie dla dziecka, a bezcenne dla młodego chłopaka, który zaczyna dojrzewać, ma burzę hormonalną i może nie do końca rozumieć swoje zachowanie.

Morał tej bajki

Polski mężczyzna jest jak pierogi – z zewnątrz twardy, w środku miękki, a jak go podgrzejesz, to się rozklei. I to jest okej! Historia nas pokiereszowała bardziej niż bohaterów “Gry o Tron”, ale wciąż tu jesteśmy. Może nie jesteśmy już rycerzami w zbrojach (bo w dresach wygodniej), może nie polujemy na dziki (bo Uber Eats), ale wciąż możemy być dobrymi facetami. Tylko musimy na nowo zdefiniować, co to znaczy.

A jak ktoś ma z tym problem, to niech sobie przypomni – nasi dziadkowie przeżyli wojnę, komunizm i kolejki po wszystko. My możemy przeżyć kryzys tożsamości i terapię małżeńską.

Pamiętajcie – prawdziwy mężczyzna to nie ten, co nie płacze. Prawdziwy mężczyzna to ten, co płacze, ale potem wstaje i idzie dalej. Czasem do psychologa. A potem na piwo. Ale jedno, bo jutro trzeba zawieźć dzieciaki na basen.

Previous Post

Polityka strachu i nienawiści — jak się tresuje naród

Next Post

Pomponik. Plotek. Dwa raki toczące organizm, który i tak kona