Dlaczego ghostuję? Spowiedź faceta, który ma dość

Dlaczego ghostuję? Spowiedź faceta, który ma dość

Tak, jestem ghostem. Duchem. Facetem, który znika. Wiem, co o mnie myślicie. Tchórz. Niedojrzały dupek. Emocjonalny analfabeta. Internet pełen jest artykułów o tym, jak wielką krzywdę wyrządzam. O tym, że zostawiam kogoś z poczuciem winy i tysiącem pytań bez odpowiedzi.

Rozumiem to. Serio. Ale nikt nigdy nie pisze o drugiej stronie. Nikt nie pyta, dlaczego to robimy.

Odpowiedź jest prosta. To nie złośliwość. To zmęczenie materiału.

Żyjemy w epoce jednorazowych ludzi. Przesuwasz w lewo, w prawo. Setki twarzy, setki pustych opisów. “Miłośniczka podróży, dobrego jedzenia i netflixa”. Super. Jak pozostałe osiemdziesiąt procent populacji. Zaczynasz rozmowę. Jedną, piątą, dziesiątą.

“Co tam?”

“A nic, praca. A u Cb?”

“Też. Jakiś film wieczorem?”

“Może.”

Po trzech dniach takiej pasjonującej wymiany zdań czuję, jak umiera we mnie ostatnia komórka odpowiedzialna za entuzjazm. Czuję fizyczny ból, gdy mam po raz kolejny zapytać o plany na weekend albo ulubiony kolor. To praca na pełen etat, tylko nikt za nią nie płaci. A na końcu i tak zazwyczaj nie ma premii.

I co mam wtedy zrobić? Napisać oficjalne wypowiedzenie znajomości?

“Droga Anno, z przykrością informuję, że nasza trzydniowa relacja oparta na wymianie czterech zdań dziennie nie rokuje. Rozmowa z tobą jest równie ekscytująca co czytanie składu proszku do prania. Nie widzę podstaw do dalszej współpracy na polu romantycznym. Z poważaniem, Zmęczony Facet.”

Przecież to brzmi jak tekst psychopaty. Byłoby jeszcze gorzej. Zaczęłaby się seria pytań. “Ale dlaczego?”, “Może dajmy sobie szansę?”, “To przeze mnie?”. I z grzeczności musiałbym brnąć w kłamstwa. “Nie, to nie ty, to ja”. Klasyk. Tyle że to bez sensu, bo problemem nie jest “ona” ani “ja”. Problemem jest totalny brak jakiejkolwiek iskry.

Tak, znikam bez słowa. Bo czasem cisza jest najbardziej wymowną odpowiedzią na brak jakiejkolwiek treści.

Ghostuję, kiedy po trzeciej wiadomości dziewczyna pyta, czym jeżdżę i gdzie pracuję. Ghostuję, kiedy na każde moje pytanie odpowiada jednym słowem. Ghostuję, kiedy widzę, że rozmowa jest jak pchanie pod górę głazu, który i tak zaraz stoczy się z powrotem na moją głowę.

Nie udaję świętego. Mnie też kasowano z istnienia. Znikały dziewczyny po świetnej randce. Znikały po tygodniu rozmów. Bolało przez chwilę? Jasne. Ale potem przychodziła refleksja. Może po prostu nie byłem tym, kogo szukała. Może randka tylko dla mnie była świetna. Może napisałem coś głupiego. Trudno. Życie. Następny.

Kultura Tindera i jednorazowych interakcji nauczyła nas jednego. Nikt nikomu nic nie jest winien. Zwłaszcza po kilku zdaniach wymienionych w aplikacji. Nie jesteśmy w związku. Nie jesteśmy nawet znajomymi. Jesteśmy dwoma awatarami, które przez chwilę próbowały zabić nudę.

Więc tak, jestem ghostem. I pewnie jeszcze nie raz nim będę. Bo w świecie, w którym mamy nieskończony wybór, a jednocześnie tak trudno o prawdziwe połączenie, zniknięcie jest najprostszą formą powiedzenia “dziękuję, ale nie czuję tego”. To nie jest atak na ciebie. To obrona resztek mojej własnej energii.

Może więc zamiast pytać, dlaczego znikamy, zapytajmy, dlaczego tak trudno jest dziś spotkać kogoś, przy kim naprawdę chcesz zostać?

Previous Post

Historia gier, które ukształtowały pokolenia facetów

Next Post

Faceci po 30 i ich pierwsze psychoterapie