Czy Google zabije internet jaki znamy?

Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy wpisywaliście pytanie w Google?

Dostawaliście listę dziesięciu niebieskich linków. Z ciekawością klikaliście w kolejne strony. Odkrywaliście małe skarby internetu. Blogi pasjonatów. Niszowe serwisy. Artykuły napisane przez ludzi, którzy naprawdę wiedzieli, o czym piszą. Te czasy powoli dobiegają końca.

Google właśnie uruchomił swoją najnowszą zabawkę – AI Mode. To nie jest kolejny gadżet technologiczny, o którym zapomnimy za miesiąc. To rewolucja, która może przewrócić internet do góry nogami. A może już to robi.

Koniec epoki niebieskich linków

Przez dekady internet działał na prostej zasadzie. Ty szukasz. Google pokazuje ci linki. Klikasz. Odwiedzasz strony. Oni zarabiają na reklamach. Wszyscy byli zadowoleni. Właściciele stron mieli ruch. Google miał dane. A my mieliśmy dostęp do informacji.

Teraz Google mówi:

“Po co klikać gdziekolwiek? Nasz AI odpowie ci na wszystko od razu.”

I wiecie co? To cholerne wygodne. Zadajesz pytanie. Dostajesz gotową odpowiedź. Żadnego przeskakiwania między stronami. Żadnego czytania długich artykułów. Sama esencja, prosto w łeb.

Ale jest jeden problem. Jeśli nikt nie klika w linki, to kto zapłaci autorom za ich pracę?

Śmierć małych pasjonatów

Rozmawiałem kiedyś z dziewczyną, która prowadziła blog o oczyszczaczach powietrza. Brzmi nudno? Dla niej to była pasja. Testowała urządzenia. Pisała szczegółowe recenzje. Pomagała ludziom wybrać najlepszy sprzęt dla ich domów. Żyła z tego.

Teraz mówi mi, że Google pokazuje jej artykuły coraz częściej, ale nikt już w nie nie klika. Ludzie dostają odpowiedzi od AI i to im wystarcza. Jej miesięczne przychody spadły o połowę. Za rok może już nie być jej strony.

To nie jest odosobniony przypadek. To dzieje się tysiącom małych wydawców. Bloggerów. Twórców treści. Tych, którzy dawali internetowi duszę. Tych, którzy przez lata budowali swoje małe imperium wiedzy.

Pamiętam faceta, który dokumentował wszystkie kebaby w Warszawie. Miał dokładne opisy. Zdjęcia. Ceny. Historie właścicieli. To był skarb dla każdego, kto szukał dobrego jedzenia na mieście. Dzisiaj AI Google’a powie ci, gdzie jest najlepszy kebab w okolicy, ale czy opowie ci historię Ahmeda z Pragi Północ, który robi najlepszy sos czosnkowy w mieście? Wątpię.

Dane z Semrush są bezlitosne. 13% wszystkich zapytań w marcu 2025 generuje AI Overviews. To wzrost z 6% w styczniu. Krzywa idzie ostro do góry. Eksperci przewidują, że za rok może to być połowa wszystkich wyszukiwań.

New York Times – jeden z najpotężniejszych wydawców na świecie – odnotował spadek ruchu z Google o 7,5 punktu procentowego w ciągu trzech lat. Jeśli tak dzieje się gigantom, to co się stanie z małymi graczami?

Świat maszyn dla maszyn

Wyobraźcie sobie internet za pięć lat. Strony internetowe tworzone nie dla ludzi, ale dla botów Google’a. Treści pisane tak, żeby AI mogły je łatwo przetworzyć i podać dalej. A my? My będziemy konsumować przetrawione już informacje jak karmę dla niemowląt.

To nie jest przyszłość, którą sobie wymarzyłem, gdy pierwszy raz usiadłem przed komputerem z modemem dial-up.

Pamiętam to uczucie, gdy przypadkiem trafiałem na jakąś dziwną stronę o kolekcjonowaniu znaczków. Albo na blog faceta, który dokumentował wszystkie hamburgery w swojej okolicy. To były małe perełki, które sprawiały, że internet był fascynujący. Nieprzewidywalny. Ludzki.

Demis Hassabis z Google DeepMind powiedział niedawno, że wydawcy będą chcieli karmić swoje treści bezpośrednio do modeli AI. Część może w ogóle przestanie umieszczać informacje na stronach dla ludzi. “Myślę, że za kilka lat rzeczy będą całkiem inne” – stwierdził.

Brzmi jak dystopia? A może to tylko ewolucja. Matthew Prince z Cloudflare – który obsługuje niemal piątą część wszystkich stron internetowych – ma prostą obserwację: “Roboty nie klikają w reklamy.”

Jeśli AI stanie się naszą publicznością, to jak twórcy mają zarabiać? Niektórzy liczą na bezpośrednie umowy. New York Times licencjonuje treści Amazonowi. Google płaci Redditowi 60 milionów dolarów rocznie za dostęp do danych użytkowników. OpenAI podpisuje umowy z dziesiątkami wielkich wydawców.

Ale to dotyczy tylko gigantów. Co z tysiącami małych stron, które tworzą różnorodność internetu? Tom Critchlow z Raptive nie ma złudzeń: “Nie sądzę, żeby płacenie za treści w ten sposób było modelem, który będzie działał na skalę konieczną do utrzymania sieci.”

Google wie lepiej

Oczywiście Google twierdzi, że wszystko będzie świetnie. Że AI pomoże nam znajdować lepsze treści. Że ruchu na strony będzie więcej, nie mniej, ale jak na razie nie pokazali żadnych danych, które by to potwierdzały.

Tymczasem eksperci wyliczają, że AI Overviews już teraz zmniejszają liczbę kliknięć o 30-70%. A gdy AI Mode stanie się standardem? Może być jeszcze gorzej. Firma Raptive, która obsługuje reklamy dla 5000 niezależnych twórców, szacuje, że straty branży mogą sięgnąć 2 miliardów dolarów rocznie.

To nie są abstrakcyjne liczby. To prawdziwi ludzie, którzy stracą pracę. To małe biznesy, które zbankrutują. To pasje, które umrą, bo nie będzie można z nich żyć.

Nick Fox z Google’a mówi na podcastach, że “sieć się rozwija.” Że treści przybywa o 45% rocznie, ale czy naprawdę chce nam powiedzieć, że więcej znaczy lepiej? Że tysiąc identycznych artykułów napisanych przez AI to postęp w porównaniu z jednym, ale napisanym przez człowieka, który naprawdę zna się na rzeczy?

Google ma też problem z jakością swoich odpowiedzi AI. Pamiętacie te żenujące wpadki, gdy AI radziło ludziom jeść kamienie i dodawać klej do pizzy? Minął rok od wprowadzenia AI Overviews, a system wciąż robi podstawowe błędy. W marcu 2025 AI Google’a nie wiedziało, który dzień tygodnia i który rok. To ma być przyszłość wyszukiwania?

Ucieczka do mediów społecznościowych

Jeśli zarabianie w internecie stanie się trudniejsze, wielu twórców ucieknie do mediów społecznościowych. Właściwie już to się dzieje. Ta dziewczyna z blogiem o oczyszczaczach powietrza przenosi się na YouTube, ale mówi mi, że algorytmy społecznościowe są jeszcze bardziej kapryśne. Platformy zmuszają twórców do poświęcenia głębi i szczegółów na rzecz show.

“Nie ma zachęty do tworzenia tej samej wysokiej jakości treści” – tłumaczy mi. “Wszystko kręci się wokół monetyzacji i przejść między treściami. To zmusza cię do mniejszego informowania, a większego sprzedawania.”

Brzmi znajomo? To jest przyszłość, do której zmierzamy. Świat, gdzie głębokie artykuły i szczegółowe analizy zastąpią krótkie filmiki i chwytliwe tytuły. Gdzie eksperci będą musieli zachowywać się jak influencerzy, żeby przetrwać.

Barry Adams z firmy SEO Polemic Digital nie ma złudzeń: “Spodziewam się, że liczba kliknięć, które przejdą z AI Mode Google’a do sieci, będzie mniej więcej połowa. I to w optymistycznym scenariuszu. Myślę, że wielu użytkowników będzie po prostu zadowolonych z tego, co da im AI. To może być różnica między prowadzeniem opłacalnego biznesu wydawniczego a bankructwem.”

Gisele Navarro z HouseFresh – strony, która recenzuje produkty do jakości powietrza – widzi to z pierwszej ręki. Jej impressions w Google rosną, ale kliki spadają. “Google pokazuje nasze linki częściej, ale nikt nie klika. To koreluje z AI Overviews” – mówi.

Dane BrightEdge potwierdzają jej obserwacje. AI Overviews sprawiły, że impressions wzrosły o 49% w całej sieci, ale kliki spadły o 30%. Ludzie widzą więcej stron, ale odwiedzają mniej.

Nadzieja w niezależności

Nie wszyscy wydawcy wpadają w panikę. Ci, którzy już wcześniej zaczęli dywersyfikować źródła ruchu, czują się bezpieczniej. Dotdash Meredith pracuje nad zmniejszeniem zależności od Google. Skupia się na budowaniu bezpośrednich relacji z czytelnikami przez subskrypcje, newslettery i aplikacje.

Dwie firmy wydawnicze, z którymi rozmawiały media amerykańskie, wzruszyły ramionami na sugestię, że AI Mode oznacza konieczność panicznego szukania alternatywnych sposobów na ruch. Zamiast tego reinwestują w sposoby przekształcania czytelników w płacących, lojalnych członków społeczności.

To może być klucz do przetrwania. Nie polegać na kapryśnych algorytmach, ale budować prawdziwe relacje z ludźmi, którzy cenią twoją pracę. Którzy są gotowi zapłacić za wartościowe treści. Którzy wiedzą, że dobra informacja kosztuje.

Matthew Prince z Cloudflare ma pomysł na radykalne rozwiązanie. Chce, żeby konsorcjum wydawców zablokowało dostęp robotom AI, chyba że firmy technologiczne zapłacą za treści. “Moja bardzo optymistyczna wersja” – mówi – “to taka, gdzie ludzie dostają treści za darmo, a boty muszą płacić krocie.”

Brzmi jak fantazja? Może, ale już widzimy pierwsze próby. Niektórzy wydawcy eksperymentują z nowymi modelami licencjonowania. Inni testują bezpośrednie partnerstwa z firmami AI. To nie jest idealne rozwiązanie, ale przynajmniej ktoś próbuje coś zrobić.

Co dalej z naszym internetem

Nie chcę być prorokiem zagłady. Może rzeczywiście znajdziemy nowy sposób na to, żeby internet był różnorodny. Żeby twórcy mogli z niego żyć. Może ktoś wymyśli lepszy model biznesowy. Może AI rzeczywiście da nam lepszy dostęp do informacji.

Ale jedno jest pewne. Kończy się era, którą znaliśmy. Era, w której przeciętny człowiek mógł założyć stronę. Napisać o tym, co go pasjonuje. I mieć szansę, że ktoś to znajdzie i przeczyta.

Czy przy okazji nie stracimy czegoś wartościego? Tej magii odkrywania. Tej różnorodności głosów. Tej możliwości natknięcia się na coś zupełnie nieoczekiwanego?

Dame Wendy Hall – jedna z pionierek architektury, która była prekursorem World Wide Web – ma pragmatyczne podejście. “To wszystko to ewolucja. AI wchodzi teraz do równania i zmieni całą dynamikę. Nie chciałabym powiedzieć dokładnie, co się stanie. Sieć wciąż tu jest i wciąż jest otwarta. Jeśli Google pójdzie tą drogą, jakiś bystry umysł wymyśli nowy sposób zarabiania pieniędzy.”

“Coś się stanie” – dodaje.

“Ale myślę, że dla wielu ludzi po drodze będzie za późno.”

To chyba najlepiej podsumowuje sytuację. Internet się zmieni. Być może na lepsze, ale droga do tej zmiany będzie wybrukowana bankructwami małych wydawców. Utracone będą pasje, które nie zdążyły się przekształcić w duże biznesy.

Gisele Navarro przypomniała mi coś, co zostanie mi w pamięci. “Internet to było jak wielka biblioteka dla wszystkich. Teraz to będzie jak pytanie bibliotekarza o książkę, ale zamiast dać ci książkę, on po prostu opowie ci o niej.”

I dodała coś jeszcze bardziej wzruszającego. Opowiedziała o hiszpańskiej stronie fanowskiej zespołu Queen, którą stworzyła jako dziecko. “Szukałam informacji o Queen, ale nie było wtedy dużo treści o zespole po hiszpańsku. Więc poszłam i zaczęłam je tworzyć. Dodawałam coś do sieci, gdy miałam 10 lat, bo czułam, że po prostu mogę to zrobić.”

“Chcę wierzyć, że to nie jest koniec” – zakończyła.

Ja też chcę w to wierzyć, ale alternatywa – internet bez małych, niezależnych głosów – brzmi jak dość smutne miejsce.


Google twierdzi, że to wszystko przesada. Że internet się rozwija i że za pięć lat wciąż będą przesyłać miliardy kliknięć na strony. Sundar Pichai powiedział na podkaście, że za pięć lat Google będzie wysyłać “dużo ruchu na sieć.” Miejmy nadzieję, że mają rację. Bo alternatywa – internet bez małych, niezależnych głosów – brzmi jak dość smutne miejsce do życia.

Previous Post

Sugar dating i OnlyFans – jak internet zmienił kobiecą seksualność?

Next Post

Przewodnik po randkowym zoo